Moja fitnessowa droga

IMG_9015

Jako trener pracujący na siłowni, bardzo często przyglądam się treningom całej rzeszy ćwiczących ludzi. I co zauważam? Najczęściej tłumy pań na orbitrekach czy bieżniach nieświadome tego, że prawdopodobnie w momencie wejścia na ten sprzęt (o ile chwila na maszynie nie jest rozgrzewką) rozpoczynają proces rozpadu masy mięśniowej. Większość panów preferuje podejście typowo kulturystyczne (dzisiaj robię biceps, jutro klatę, a w piątek nogi), niektórzy z zacięciem sportowym trzaskają interwały, pilnując wysokiego tętna i zaciągając porządny dług tlenowy. Obserwuję też fanów kalisteniki, zawodników triathlonów, maratonów czy popularnego ostatnio CrossFitu. Mając codziennie taki przegląd (nie wspominam o zajęciach fitness na Sali Tortur) można zadać sobie pytanie: co powoduje, że wybieramy taki, a nie inny rodzaj aktywności fizycznej. Co chcemy dzięki temu osiągnąć? Czy chcemy być ogólnie sprawni, być w przysłowiowej formie, a może idąc dalej w las, marzymy o wytrzymałości zwycięzcy Iron Mana?

Patrząc na siebie i swoją treningową drogę, pewnym przekonania głosem powiem, że moim długoterminowym celem jest bycie bardzo sprawną osobą. Silną, wytrzymałą, gibką i zwinną. A także, a właściwie przede wszystkim ZDROWĄ. Nie sądzę, abym odnalazła się na siłowni atakując każdego dnia inną grupę mięśniową, kończąc trening marszem na bieżni. I mimo, że szanuję wszystkich z typowo kulturystycznym podejściem do treningu, to sama na podobnym umarłabym z nudów. Nie przekonuje mnie bieganie „w kółko”, trzaskanie maratonów, objeżdżanie województwa na rowerze czy pokonywanie kilometrów kraulem. I choć uwielbiam pływać i kiedyś trenowałam bieganie to dzisiaj taka aktywność NA CO DZIEŃ nie sprawiłaby mi frajdy (nie mówiąc o wątpliwych walorach zdrowotnych takich wykańczających wysiłków). Nawet popularny ostatnio CrossFit to nie do końca moja filozofia, choć ichniejszy system treningowy najbardziej do mnie przemawia.

Lubię poczuć szybkie bicie serca na treningu, strużki potu spływające z twarzy i wzdłuż kręgosłupa, przetestować swoją sprawność robiąc pistol squatsy, pompki w najróżniejszych odsłonach czy podciągając się na drążku. Lubię podnieść coś ciężkiego 🙂 Ale przede wszystkim lubię mieć na treningu fun 🙂 Nuda to coś czego unikam jak ognia. Może dlatego, ciągle mam motywację do następnego treningu 🙂

IMG_8760

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: